Bardzo chaotyczny post. (Tylko dla znudzonych)
Wszyscy dobrze znamy to uczucie, kiedy musimy coś zrobić, ale nie mamy na to najmniejszej ochoty. Właściwie to nie mamy ochoty na nic. Nikt z nas nie lubi się zmuszać, ani wychodzić z własnej strefy komfortu. To jak wychodzenie z ciepłego łóżka w chłodny zimowy poranek, tylko po to, aby dotrzeć do szkoły lub pracy. Fakt zdobywania wiedzy czy nabywania umiejętności wcale nie pomaga i nie motywuje, a tylko obrzydza nam wszystko, co z tym związane. Brzmi znajomo, prawda? Witamy w dorosłym życiu.
Najgorsze jest to, że mam wystarczająco energii fizycznej na zrobienie tego wszystkiego, ale jestem zupełnie pozbawiony energii psychicznej. To po prostu za dużo. Mózg można porównać do przeglądarki internetowej - 17 otwartych kart, 4 są zamrożone i nie wiadomo skąd słychać muzykę... (mem)
To nie tak, że pracuję codziennie i jestem przemęczony, więc potrzebuję odpoczynku. Nie robię dosłownie nic i jestem wykończony tak, jakbym miał zaraz odejść na emeryturę. Mało rzeczy mnie ostatnio cieszy, a moja niechęć do wszystkiego sprawia, że czuję się tylko gorzej. Goni mnie czas, brak pieniędzy podstawia nogę, a zbliżające się kolokwia i sesja ustawiają ostre sztylety, ostrzem do góry, w miejscu gdzie upadnę.
***
[…]
umarł malkontent pod brzydkim niebem,
niczego nie lubił,
dlaczego?
nie wiem.
To chyba mój ulubiony cytat ze wszystkiego, co w życiu napisałem, co by się nie działo, on zawsze opisuje mój stan. Narzekanie to tak głupie zjawisko, nie dość, że zazwyczaj jest po prostu bezpodstawne, to jeszcze narzekając, za bardzo skupiamy na samym problemie niż na rozwiązaniu go. Czasem tylko po prostu trzeba to zauważyć i małymi krokami zacząć wykonywać nasze obowiązki. Potem jest już z górki, rzucamy się w wir zajęć i nie mamy za bardzo czasu na narzekanie. Nie jest to łatwe, bo z drugiej strony trzeba pamiętać, żeby się nie przepracować i pozwolić sobie na chwilę relaksu. Tutaj natomiast koło się zatacza, ponieważ nie można się za bardzo rozleniwić. Takim oto sposobem doszliśmy do wniosku, że życie to jedna wielka pogoń za równowagą. Co prawda nadal nie wiem, co z tym faktem zrobić ani od czego tak naprawdę zacząć, ale to zawsze jakiś punkt zaczepienia.
Tak czy inaczej, mimo dłuższej przerwy (po dwóch postach yeehaw) wróciłem i mam się trochę lepiej. Skąd ta przerwa i o tym dlaczego nie podjąłem się wyzwania systematyczności, można przeczytać w moim drugim poście (Kiedy znów ci nie wyszło, a potem jest jeszcze gorzej). Natomiast w przyszłości, kiedy już oswoję się z moją działalnością na blogu, może rozszerzę trochę ten temat i porozmawiamy wtedy o konkretnych uczuciach towarzyszących mi i wielu ludziom podczas "życiowej blokady".
![]() |
| (Jeszcze nie wiem jak dodać okładkę do posta bez wrzucania zdjęcia w treść, więc wybaczcie) |

"kiedy musimy coś zrobić, ale nie mamy na to najmniejszej ochoty. Właściwie to nie mamy ochoty na nic" to ostatnio ja codziennie 🙄
OdpowiedzUsuńWcale nie wyszło tak chaotycznie jak w tytule 🤔 Poza tym jakich znudzonych? Może po prostu ciekawych? 😏
To po prostu kolejny dzień z życia smutnego człowieka, czego oczekiwać wiecej?
Usuń