Wszystko płynie


panta rhei 
[gr., ‘wszystko płynie’], 
wszystko płynie — wszystko jest nietrwałe, zmienne;

   Wszystko płynie. Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki – a no można, tylko woda nie będzie taka sama. Wiecie, to nie jest tak, że nie możemy wpakować się w taką samą sytuację w życiu, po prostu warunki będą inne. Każdy rodzi się z jakimś zasobem, w zależności od tego jak bogaty mamy ekwipunek, w taki sposób sobie radzimy. Jedni mają nóż, inni muszą użyć zębów, tym pierwszym będzie łatwiej odciąć się od niekorzystnej sytuacji, tym drugim zajmie to więcej czasu. Dlatego też czasem trzeba spróbować odciąć się od tej samej liny w różnych miejscach, próbować dotąd, aż znajdziemy słabszy punkt. Trzeba wejść do tej samej rzeki, aby zobaczyć czy tym razem prąd nam sprzyja. Powtarzanie błędów nie jest niczym złym, jednak oznaką tego, że wpadliśmy w pułapkę, jest to, że wciąż próbujemy rozwikłać problem tymi samymi sposobami. 

    Nasze mechanizmy obronne zawsze są po coś, każdy ma swoją funkcję, nie bez powodu noszą nazwę "mechanizmów obronnych". Problem w tym, że każdy mechanizm trzeba albo ulepszać, albo wymienić na nowy, bo nie działa już tak jak kiedyś. To tak jak zegar, jego mechanizm z czasem się zestarzeje i zacznie nam spowalniać ten czas, choć tak  naprawdę coraz więcej go upływa. Jesteśmy zwierzętami, czy jesteście gotowi się z tym pogodzić, czy nie. Nasz mózg dobrze zapamiętuje zagrożenia, pierwsza styczność z płomieniem jest niewinna, wynika z ciekawości, przy kolejnej okazji będziemy czuli tę siłę, która powstrzymuje nas przed wyciągnięciem ręki w stronę ciepła. To jeden z mechanizmów, chroniących nas przed niebezpieczeństwem. Dlaczego więc w innych sytuacjach wciąż wracamy do tego samego? A no dlatego, że czasem nasze pierwsze doświadczenie bywa pomocne, przyjemne i kojące bóle. Chcemy to powtórzyć, poczuć to samo co za pierwszym razem. Dlatego tęsknimy za ludźmi, lata po tym jak straciliśmy kontakt, pragniemy tego samego uczucia, jakie towarzyszyło nam kiedy pierwszy raz poznaliśmy miłość naszego życia. Niestety, my sami jesteśmy jak rzeka, spotykamy te same osoby, ale nasze dusze zdążyły już się odmienić, dojrzeć. Ludzie jako pojęcie się nie zmieniają, ale warunki, w jakich przyszło nam żyć i doświadczenia z ogniem, zupełnie zmieniają nasze postrzeganie bezpieczeństwa i niebezpieczeństwa.

    Jesteś jak dom. To ładne słowa, miłe i kojarzące się pewnego rodzaju przystanią, spokojem. Gorzej jest kiedy mówi nam to ktoś, kto nie pochodzi ze spokojnego, pełnego miłości domu. Nie oznacza to od razu, że z nami jest coś nie tak, ale musimy odróżnić stres związany z nadciągającą katastrofą, a uczuciem spokoju. Mózg bywa zdradliwy, choć to on nad wszystkim panuje, czasem uzależnia się od pewnej chwili w naszym życiu, jednego momentu, kiedy na chwilę zapomnieliśmy o tym, co nas rani. Nauczyliśmy się, że ten sposób przyniósł nam ulgę, więc do niego wracamy. Wszystko się jednak zużywa. Kwiaty w końcu więdną, słońce zasłaniają chmury, a to do czego dążymy, już nie istnieje. 

    Smutna rzeczywistość, czas naprawdę weryfikuje to czy płyniemy z prądem, czy stoimy w miejscu w tej samej rzece, do której weszliśmy jako dzieci. Możemy wejść w tę samą sytuację po raz drugi, ale zanim się w nią wpakowaliśmy, przeszliśmy pewną drogę, zdobyliśmy doświadczenie, nauczyliśmy się czegoś. To dokładnie ta sama sytuacja, ale na innych warunkach. Sęk w tym, że jeśli zignorujemy znaki ostrzegawcze, że w tym miejscu rzeka jest głęboka... Cóż, utoniemy. Zadławimy się pragnieniem powrotu do tego samego, co nas sprowadziło na brzeg tej cholernej rzeki.

    Może rozwiązaniem jest wędrówka obok koryta, a może to metoda prób i błędów, aż prąd poniesie nas tam, gdzie rzeczywiście powinniśmy być. Nie mam odpowiedzi, wiem, że nic nie wiem. C'est la vie, czy jakoś tak. Straciłem już poczucie czasu, osobiście wędruję w kółko. Może w końcu odnajdę ten punkt rzeki, który poprowadzi mnie tam, gdzie mam dojść. Na razie odpocznę na brzegu, będę obserwował, może się czegoś nauczę.

Do usłyszenia,
Kacper Kurzyp

Komentarze

  1. Mądre słowa, dobrze czasem dać sobie czas. "Dotąd doszliśmy" wiersz Ewy Lipskiej - tak apropo przesiadywania na brzegu

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby to było takie proste, to człowiek by się po prostu dał ponieść wodzie, ale tu nie ma żadnej wody. I teraz pytanie, czy "dać się ponieść" oznacza chwytać wszystko, co przyniesie życie? Bo to nie oznacza formy rezygnacji, skoro podejmujemy decyzję. Niestety, na tyle, na ile metafora z rzeką jest "ładna", na tyle niepodejmowanie decyzji też jest podejmowaniem decyzji. Płyniesz z prądem, a i tak się chwytasz gałęzi z brzegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nigdy nie jest proste. Dla mnie to metafora rozwoju. Dać się ponieść rzece to pozwolić dziać się rzeczom, na które nie mamy wpływu i działać wtedy, kiedy mamy na to wpływ. Decyzja o zatrzymaniu się na chwilę nie jest poddaniem się. Warto czasem obejrzeć się za siebie i zastanowić się jakie błędy popełniliśmy i co możemy zrobić, aby już ich nie popełniać. :)

      Usuń

Prześlij komentarz