O wolności w człowieku i o człowieku we mnie
Ostatni post opublikowałem w maju, niedługo po tym, moje życie wyjebało się o sto osiemdziesiąt stopni. Wszystko. Poszło. Nie. Tak. Mamy październik, co oznacza już, że przeżywamy moją ulubioną porę roku, a mianowicie — jesień. Dokładnie w tym momencie kiedy to piszę, powinienem robić notatki na zajęcia, bo dostałem się na studia. Mój trzeci kierunek, w którym pokładam największe nadzieje. Jednak nie potrafię się ostatnio skupić. Nie mam zamiaru tłumaczyć tego wszystkiego, co się stało, ponieważ to pozostawiam w rękach terapii.
Nie za bardzo wiem, jak to ubrać w słowa, ale po głowie chodzi mi pewne pojęcie wolności i to jak bardzo nie zdajemy sobie sprawy, że mamy jej tak mało oraz jaka niebezpieczna potrafi dla nas być. Każdy mały kroczek w życiu to kolejny wybór, z jednej strony to wskazuje na wolność, właściwie na wolną wolę człowieka, ale z drugiej strony wybory nas ograniczają do jednej wybranej przez nas ścieżki. Potem jesteśmy stawiani przed kolejnym wyborem — iść dalej, czy może zawrócić i pójść inną drogą? Kwestionuję tu człowieczą wolność, która przede wszystkim jest ograniczona czasem, ale z drugiej strony uświadamiam, że nadal ją mamy. Złotym środkiem jest chyba możliwość powrotów, które też mogą stać się dla nas kłopotliwe. No bo przecież panta rhei! Nic nie zostaje takie samo. Zmiana kierunku w naszym życiu nie oznacza porażki ani upadku, staje się tylko niewielkim ciężarem dodanym do naszego, i tak już dużego bagażu doświadczeń. Powracając do pewnych miejsc, nie pozbywamy się wspomnień, doświadczeń ani odpowiedzialności, po prostu idziemy z nimi gdzieś indziej.
Wolnością, tak jak wodą możemy się zachłysnąć. Skoro nam wszystko wolno, to dlaczego z tego nie korzystać? Ano dlatego, że z wolnością w parze idzie nierozwaga. Kiedy w dzieciństwie postanowiłem puścić kierownicę, jadąc na rowerze, szybko straciłem równowagę i po upadku została mi dosyć spora blizna. Wstałem, pojechałem dalej, rana się zagoiła, ale nadal mam ją na sobie, nadal przypomina mi o czymś nieprzyjemnym. O ile blizny nie są niczym złym, a doświadczenie może być czynnikiem kształtującym naszą osobowość, to czasem warto się zastanowić, czy wybory, jakich dokonujemy, nie pozostawią nam konsekwencji, które będą nam ciążyły, a właściwie czy damy sobie z nimi radę.
Zupełnie wolni możemy być w swojej własnej bańce, w przestrzeni stworzonej przez nas samych, gdzie rzeczy, ludzie oraz sytuacje są nam już znane. Wychodząc z bańki, nie jesteśmy wolni w stu procentach, mimo że paradoksalnie jesteśmy.
Nie chcę wyjść na frajera, który straszy przed korzystaniem z życia, bo przyznam, że moje przemyślenia nijak mają się do tego, jak żyję na prawdę. Lubię tak czasem poszukać problemu tam, gdzie go nie ma i postraszyć się czymś, czego nie trzeba się bać. Sprzeczność mam w naturze. Bardzo dawno nie miałem czasu dla siebie, na wewnętrzną rozmowę ze samym sobą, a przynajmniej nie w taki sposób. Lubię pisać, to moja odskocznia i sposób na wyrażenie czegoś, co bardzo trudno przychodzi mi w prawdziwym życiu. Poza głupawymi żarcikami i narzekaniem na świat mam o wiele więcej do powiedzenia. Jeszcze się uczę tego, jak wyciągnąć tę część mnie na zewnątrz. Tutaj jednak mnie nic nie goni, nie chcę udowadniać nikomu, że jest mnie więcej.
Komentarze
Prześlij komentarz