Z duszą w chmurach i ciałem na ziemi.
Wizjer, tak jak każda rzecz, jakiej się podjąłem, był pewną zakładką mojego życia, punktem zmiany. Nie liczyłem, że odniesie to sukces, chociaż po cichu miałem nadzieję, że w końcu robię coś, czego nie porzucę. Na tym etapie życia, sukcesem nie byłaby popularność ani rozgłos, a stabilność. Wizjer się jej nie doczekał, zarówno jak i moje poprzednie trzy blogi oraz poezja. Co jednak ciekawe, wszystkie te rzeczy mają wspólny mianownik. Pisanie. Daje mi to dosyć spore uczucie uwolnienia. Aktualnie piszę piosenki, do szuflady i dla znajomych, dla własnego spełnienia. Choć uważam, że nie jestem utalentowany, to mogę być szczęściarzem, któremu przez przypadek wpadnie dobry pomysł do głowy. Brak mi wiary w siebie i chyba jestem w stanie to przyznać, jednak to wcale nie powstrzymuje mnie od życia w chmurach i marzeniu o cudownej rzeczywistości, na moje nieszczęście, tak wysoko jak potrafię się wznieść, tak samo szybko potrafię upaść, czasem z podwójną siłą. Po dwudziestu latach życia człowiek przyzwyczaja się do takiej kolei rzeczy, a jednak też bardzo się męczy.
Miałem trzymać się myśli, że nie potrzebuję zasad jeśli chodzi o to co robię dla rozwoju. Napiszę kiedy chcę, zostawię, a potem znów wrócę. Zamienia się to w niemały paradoks, ponieważ czuję wyrzuty sumienia przez to, że tak robię. Mój buntowniczy umysł z drugiej strony nie pozwoli robić mi niczego na siłę. Może kiedyś znajdę ten swój złoty środek, mam tylko szczerą nadzieję, że nie będzie już na nic za późno. (Szybka zmiana myśli) Postanowiłem nie skasować poprzedniego zdania, dla własnego przypomnienia sobie, że w sumie to na nic nie będzie za późno, dopóki nie skończy się mój czas na ziemi. Mam w sobie tę dziwną presję osiągnięcia czegoś w młodym wieku. Należy zacząć zastanawiać się, czym jest "młody wiek", kiedy się on kończy i dlaczego do cholery nie mógłbym nadal rozwijać się po czterdziestce? Presja, o której wspomniałem, ma pierwsze źródło w kulturze, a drugie we mnie. Tylko, które z nich jest silniejsze? Marzę o zerwaniu ze stereotypami, ale jestem swoją własną blokadą.
Pierwszy i drugi akapit zamienił się w jedną wielką chaotyczną myśl o rozwoju, marzeniach i przemijaniu, a ja aktualnie nie wiem, o czym chciałem napisać. Witajcie w moim świecie. Chociaż może zostawię to, tak jest, niech będzie, niech istnieje i niech stanie się wirtualną kartką papieru, której tym razem nie zgniotłem i nie wyrzuciłem do kosza.
Zdjęcia w poście zrobiłem wczoraj i jestem z nich bardzo dumny, dlatego postanowiłem je tu zamieścić.
Do następnego!
Pamiętam jeszcze któryś z Twoich poprzednich blogów. Widać różnicę w tym, jak piszesz. O losie - rozwój w tym pisaniu. Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta. Jakkolwiek świat się potoczy, mam nadzieję, że będzie mi dane przeczytać jeszcze trochę.
OdpowiedzUsuńDziękuję! Chciałbym rozwinąć się w tym kierunku w przyszłości, być może pracować gdzieś, gdzie mógłbym być kreatywny!
UsuńMam trochę to samo, tylko w mniejszym stopniu. Regularność na blogu pozwoliła mi zobaczyć, że umiem być systematyczna. W wakacje pozwalało mi to utrzymać jakiś rytm, ale też przekraczać swoje granice i sprawdzać swoje możliwości. Później stało się to przyzwyczajeniem, że w weekend wrzucałam wpisy. Później już były wyrzuty sumienia, bo nie miałam czasu być regularna. I teraz jestem tu. Wiem, że nie muszę być regularna, bo teraz tego nie potrzebuję w kwestii bloga czy Instagrama. W innych aspektach mojego życia jestem regularna, a tu jestem, kiedy chcę.
OdpowiedzUsuńNo ja niestety porzucam to co zacząłem, często większym problemem dla mnie jest utrzymać rzeczy przy życiu, co w sumie wiąże się z systematycznością.
UsuńCo do zdjęć. Śmiesznie, że przechodziłam tym samym przejściem, a zupełnie inaczej je postrzegłam. Jako nieinteresujące.
OdpowiedzUsuńJa też czasem nie widzę nic ciekawego w niektórych rzeczach, najwięcej zabawy mam nie w robieniu zdjęć, a wydobywaniu z nich tego czegoś. Zabawa kolorami, dodawanie różnych elementów, usuwanie, wycinanie i szukanie tego co niewidoczne na pierwszy rzut oka.
Usuń