O tym jak spełniam obietnice, kopaniu w minecrafcie, a rzeczywistość jest iluzją

    Tak jak mówiłem, tak zrobiłem. Już na samym początku zakomunikowałem wam, że nie będę pisał regularnie. Problem w tym, że myślałem, że mimo wszystko będę tu pisał. Miałem całą listę postów, które miałem wrzucić. Naprawdę byłem zmotywowany, aby co jakiś czas jednak się tutaj pojawiać, a jeśli nie tu, to na Instagramie, ale nawet to mi nie wyszło. Ostatecznie zamknąłem poezjępogodzinach bez słowa wyjaśnienia. (O tym ciut później). Tak czy inaczej, spełniłem obietnicę, ale z tej nie jestem do końca dumny.

    Wiecie, kiedy wszystko zaczyna się komplikować, najlepiej byłoby uciec i zostawić każdą rzecz w płomieniach, które wznieciliśmy my sami. Tak też zrobiłem. Porzuciłem wszystko, co tylko miałem i ostatecznie skończyłem w pewnym sensie pustej przestrzeni pozbawionej nawet ścian, a mimo to jednak ograniczonej. Przyznam, że małą inspiracją do napisania posta był dla mnie dzisiejszy wykład, zupełnie nie pozorny, a jednak uświadomił mi kilka rzeczy. Nie będę się na nim opierał w całości, bo to bez sensu. Według mnie to trzeba by przeżyć i poczuć samemu. Jednak prowadzący nawiązał do pewnego utworu (Nine Inch Nails - Right Where It Belongs) oraz myśli na temat soliptycyzmu. Polegała ona mniej więcej na tym, że wszystko, co nas otacza to nasze wyobrażenie i nie istnieje nic oprócz nas (jako jednostki indywidualnej). No ale do rzeczy: w piosence są pewne dwa wersy: "Wciąż patrzysz na las, nie mogąc go znaleźć, / Podczas gdy chowasz się za drzewami". Aby lepiej to zrozumieć, wyobraźcie sobie, cokolwiek co uważacie za piękne, góry, morze, czy chociażby ten las. Kiedy czujecie się dobrze, widzicie je dobrze, jednak kiedy ktoś lub coś w naszym życiu dosadnie nas zrani, daje nam bodziec i świat staje się zupełnie inny, wtedy rzeczy wyglądają inaczej. Patrzymy na ten sam obraz, ale on się zmienia i nie potrafimy dostrzec najbardziej oczywistych rzeczy, bo za bardzo zagłębiamy się w szczegóły. Dlatego zamiast gór, widzimy kamienie, a zamiast lasu tylko drzewa, podczas gdy ktoś inny widzi to czego my nie dostrzegamy, bo ich świat, jest ich własną iluzją. Możliwe, że dlatego tak często jesteśmy źli na kogoś, kto daje nam dobre rady, po prostu ich nie rozumiemy. Czasem warto się zatrzymać i przemyśleć jak wygląda świat drugiej osoby, zastanowić się nad tym dlaczego reaguje tak, a nie inaczej.

    To w pewnym sensie uświadamia nas, że w jakiś sposób jesteśmy w stanie kreować naszą "bańkę", ale również przestrzega przed zamęczaniem się drobnymi rzeczami. Bo drążenie tunelu przykrości, jest trochę jak kopanie w Minecrafcie. Kopiemy głębiej i głębiej, aż w końcu zapominamy zjeść, tracimy siły, tracimy cel oraz zapominamy, gdzie jesteśmy, a wystarczy tylko zrobić obrót o 180 stopni i wyjść z tej dziury. Nie jestem pewien co do tego porównania, dlatego nie bierzcie go zbyt na poważnie...
Słuchanie o tym wszystkim, uświadomiło mi jak wielką kontrolę mamy nad naszym życiem, jesteśmy twórcami naszej rzeczywistości, tylko potrzebujemy oczyszczenia. Oczyszczenia w sensie porzucenia pewnych wartości. Jest to z pozoru strata, ale kiedy już zedrzemy z siebie wszystko, staniemy sami przed sobą, zupełnie nadzy (w przenośni lub nie), mamy szansę na uświadomienie sobie własnej wartości. Tak się trochę stało gdy porzuciłem bloga na miesiąc, pisanie wierszy, czy robieniem rzeczy, które były dla mnie jakimś oderwaniem, ale za cholerę nie wiedziałem, jak się za nie zabrać. Moja wizja świata się zmieniła, zaczynam kreować swoją własną rzeczywistość.
 (Proszę mnie poprawić jeśli gdzieś się pomyliłem lub napisałem głupotę. Dziękuję)

(Nadal nie wiem jak ustawić tło posta bez wstawiania do niego zdjęcia, wybaczcie)

Komentarze